Kiedy odłożyłam słuchawkę, zimne wieczorne powietrze uderzyło mnie w twarz. W oddali słyszałam śmiech i muzykę, ale dla mnie ta impreza dobiegła końca. Czułam się, jakby moje życie rozdarło się na dwoje: przed i po tym policzku.
Stałam na schodach baru, gapiąc się bezmyślnie, aż reflektory czarnego samochodu oświetliły parking. Zszedł Sorin, niosąc swoją starą skórzaną teczkę, tę, którą trzymał tylko na ważne okazje.
— Auroro, wszystko w porządku? — zapytał, patrząc na mnie z troską. — Nie do końca, ale będzie dobrze. Przyniosłaś wszystko? Skinął głową i otworzył teczkę.