Jego słowa uderzyły mnie jak cios w pierś, choć nie podniósł głosu. Powiedział mi, że kobieta, której pomogłem, została znaleziona rano w ciężkim stanie, a ktoś zadzwonił pod numer 911 i zgłosił, że „nieznany mężczyzna wszedł do jej domu” poprzedniej nocy. Opis brzmiał jak ja. Dokładnie jak ja.
Kolana się pode mną ugięły. Instynktownie oparłem się o drzwi, próbując wziąć głęboki oddech.
„Proszę pana, właśnie jej pomogłem…” – powiedziałem, ale mój głos brzmiał dziwnie, jakby nie był mój.
Policjant, mężczyzna mniej więcej w moim wieku, z okrągłą twarzą i krótko przyciętym wąsikiem, spojrzał na mnie łagodniej.
„Nie twierdzę, że coś pan zrobił, ale musi pan z nami pójść, żebyśmy mogli jasno ustalić sytuację”. Ktoś pomyślał, że może to nie tylko pomoc…