Ośmioletni chłopiec biegł ulicą, spiesząc się do szkoły.
Spóźniał się na lekcję matematyki i już z góry wyobrażał sobie, jak nauczycielka znów go zgani surowym wzrokiem – raz za spóźnienie, raz za niepewną odpowiedź.

Nie znosił tych upokarzających chwil.
Dodatkowo dziś winda nie działała, więc i tak był już spóźniony.
„Znowu będzie krzyczeć… znowu powie, że jestem leniwy…” – pomyślał, przebiegając ulicę w pośpiechu.
Nagle jego wzrok padł na szary samochód zaparkowany przy drodze.
Na fotelu pasażera siedziało małe dziecko, mniej więcej w wieku jego brata.