— Wiem, że nie mam prawa o nic prosić — kontynuował cicho — ale muszę znać prawdę.
Głębokie westchnienie, jak otwierające się drzwi.
— Jestem twój, Alexandru.
Słowa brzmiały prosto. Bez dramatyzmu. Bez oskarżeń.
— Nie chciałem cię szukać. Powiedziałeś mi jasno, czego nie chcesz. I uszanowałem to.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś? — zapytał, czując ucisk w gardle.
— Bo nie chodziło im o ciebie. Chodziło o nich.
Spotkali się następnego dnia w małej kawiarni osiedlowej. Lucia przyszła z podwójnym wózkiem. Alexandru wstał, gdy ich zobaczył.
Bliźniaki spały.
— Ana i Matei — powiedziała cicho.
Alexandru pochylił się. Spojrzał na nią. Ta sama linia jego brwi. Ten sam podbródek.