Śmiech przesiąknięty jadem przeciął powietrze jak zardzewiały nóż po s
Finansowego. — Podnieś go! — syknęła Karolina, ale w jej głosie nie było już dawnej pewności. — Co ty wyprawiasz? Wstawaj natychmiast! Spróbował się podnieść, ale ręce mu drżały. Obrus zsunął się do końca, a naczynia z hukiem posypały się na podłogę. Ktoś krzyknął. Ktoś inny odsunął się, ratując ubranie przed plamami. Nie ruszyłem się. Andrzej w końcu wstał. A raczej wyprostował się szarpnięciem, jakby ktoś pociągnął go za sznurek.
Krawat przekrzywił się na bok, twarz pokryły plamy. — To… to pomyłka — wykrztusił. — Blefujesz. — Sprawdź pocztę — powiedziałem spokojnie. Gorączkowo sięgnął po telefon. Palce go nie słuchały. Ekran rozbłysnął. Kilka sekund — i zobaczyłem, jak jego źrenice się rozszerzają. Mail przyszedł. Oficjalny papier firmowy. Podpis. Bezwzględne, suche sformułowanie. „W związku z utratą zaufania i stwierdzonymi naruszeniami…” — Nie… — wyszeptał. Karolina wyrwała mu telefon z ręki. — Co tam jest? Czemu zachowujesz się jak baba?! Przebiegła wzrokiem po ekranie. Sekunda. Druga. Uśmiech powoli zsunął się z jej twarzy jak źle nałożony podkład. — Co to za żarty? — jej głos stał się ochrypły. — Kim ty właściwie jesteś? Wziąłem ze stołu serwetkę i spokojnie odsunąłem talerz z resztkami.
— Tym samym „szczurem” — odpowiedziałem. — Tylko że dorosłym. Cisza zmieniła się. Nie była już ciekawska. Była przestraszona. Ktoś szybko wyciągnął telefon, by sprawdzić wiadomości. Ktoś odwrócił wzrok, udając, że to go nie dotyczy. Ludzie zawsze czują, gdzie jest siła. I gdzie lepiej nie stawać. — Nie możesz tak zrobić! — krzyknęła Karolina. — To tysiące miejsc pracy! Wiesz, co robisz?! — Wiem — skinąłem głową. — Ratuję je. Audyt trafi do prokuratury.