Fabryką zajmie się tymczasowy zarząd. Jeśli jeszcze jest co ratować. Andrzej opadł na krzesło. Bez pozy. Bez nonszalancji. Mały, zgarbiony, nagle starszy o dziesięć lat. — Mateusz… — zachrypiał. — Dogadajmy się. Możemy… zmienić warunki. Procent. Dowolny. Spojrzałem na niego uważnie. — Dwadzieścia lat temu nie proponowałeś mi „procentu”, kiedy śmiałeś się razem z nią — skinąłem w stronę Karoliny. — Pamiętasz stołówkę? Jak wywróciła mój plecak i wysypała wszystko na podłogę? Milczał. — Wtedy powiedziałeś: „Słabi powinni znać swoje miejsce”. Karolina nerwowo się uśmiechnęła. — Boże, to była szkoła! Wszyscy się wygłupiali! — Nie — powiedziałem cicho. — Wy się trenowaliście. Jej usta zadrżały. — Mścisz się? — zapytała już innym tonem.
Śmiech przesiąknięty jadem przeciął powietrze jak zardzewiały nóż po s
Nie aroganckim. Prawie przestraszonym. Zastanowiłem się. W piersi nie było ani triumfu, ani złośliwej satysfakcji. Tylko dziwny spokój. Jak po długiej burzy. — Nie — odpowiedziałem szczerze. — Po prostu nie robię interesów z ludźmi, którym nie ufam. Wstałem. — I jeszcze jedno. Nigdy więcej nie mów „żebrak”. Nie wiesz, kto stoi przed tobą. Karolina pierwsza odwróciła wzrok. Andrzej nagle gwałtownie się podniósł i ku zdumieniu wszystkich zrobił krok w moją stronę.
Pomyślałem, że znowu wybuchnie. Ale zatrzymał się. Metr ode mnie. I powoli… opadł na kolana. Nie potknął się. Nie upadł. Sam uklęknął. — Proszę — powiedział głucho. — Mam kredyty. Zobowiązania. Zniszczysz mnie. W sali ktoś westchnął. Karolina pobladła. — Wstań! — syknęła. — Zwariowałeś?! Nie wstał. Patrzyłem na niego z góry. I nagle zobaczyłem wyraźnie: przede mną nie stał wróg. Nie potwór. Tylko człowiek, który całe życie uważał się za lepszego od innych — i po raz pierwszy znalazł się niżej. — Ja nie niszczę — powiedziałem. — Sam to zrobiłeś. Pochyliłem się i dodałem cicho, tak by słyszał tylko on: — Fabryka zostanie uratowana. Pracownicy też. Ale ty już nigdy jej nie dotkniesz. Zamknął oczy. Odwróciłem się i ruszyłem do wyjścia. Za plecami nikt się nie śmiał.