— Po co tu przyjechałaś?! Wynoś się, bo zadzwonię po policję! — wrzasn

Zasądzę cię!

Alicja znieruchomiała.

Powoli omiotła wzrokiem swój dom, który budowała własnymi rękami.

Na stole stały naczynia — na pewno nie te, które zostawiła, obce talerze w kwiatki.

W rogu na kanapie leżały koce i poduszki, których nigdy tu nie było.

Na półkach stały w rządku słoiki z dżemem, ogórkami, kompotami — tego wszystkiego na pewno tu nie było.

— Już tu pani mieszka, — stwierdziła Alicja, czując narastające napięcie.

— Od dawna?

Ile dni?

— To nie twoja sprawa!

W ogóle nie twoja! — teściowa podeszła jeszcze bliżej, twarz jej poczerwieniała ze złości.

— Oleg mi pozwolił tu być!

Sam powiedział, że ty się zgadzasz!

Sam przywiózł mnie tu przedwczoraj!

Alicja powoli wyjęła telefon z kieszeni kurtki i włączyła nagrywanie dyktafonem.

— Oleg nie mógł pozwolić na coś, czego nie posiada, — mówiła równo, wyraźnie, bez zbędnych emocji.

— I ja nikomu, słyszy pani, nikomu nie dałam zgody na mieszkanie tutaj.

Galina Iwanowna nadal krzyczała.

Machając rękami, domagała się, by Alicja natychmiast opuściła dom, groziła sądem, policją i skandalem na całą okolicę.

— Myślisz, że możesz tak po prostu przyjść i mnie stąd wyrzucić?! — jej głos przechodził w pisk, twarz poczerniała z gniewu.

— Ja ci urządzę takie coś!