— Po co tu przyjechałaś?! Wynoś się, bo zadzwonię po policję! — wrzasn

Oleg cię ustawi za to, jak ze mną rozmawiasz!

Zniszczy ci życie!

Pożałujesz!

Alicja, nie odpowiadając na krzyki, spokojnie podeszła do szafki przy ścianie, gdzie zawsze trzymała ważne dokumenty w specjalnej teczce.

Otworzyła górną szufladę i wyjęła grubą niebieską teczkę na zatrzask.

Akt własności ziemi, umowę kupna działki, umowę na budowę domu, wszystkie paragony i potwierdzenia płatności materiałów i robót.

Wszystko było wystawione ściśle na jej nazwisko, a daty — trzy lata i półtora roku przed ślubem z Olegiem.

Położyła dokumenty na stole i rozprostowała je.

— Proszę, — powiedziała cicho, ale stanowczo.

— Może pani dokładnie obejrzeć.

Data zakupu działki — dokładnie trzy lata przed tym, jak z Olegiem się pobraliśmy.

Data ustanowienia własności domu — półtora roku przed ślubem.

Wszystko na moje nazwisko.

Każda kartka.

Każdy podpis.

Teściowa chwyciła papiery drżącymi rękami, przebiegła wzrokiem po wierszach i przerzucała kartki.

Jej twarz najpierw pobladła, potem znów oblała się rumieńcem, ale uparcie trzymała linię obrony.

— I co z tego?! — niemal wykrzyknęła.

— I tak nie możesz mnie tak po prostu wyrzucić!

Ja nie na ulicy mieszkam, ja jestem u syna!

U własnego syna!

On jest moim jedynym dzieckiem!