— Po co tu przyjechałaś?! Wynoś się, bo zadzwonię po policję! — wrzasn

Zastygła na widok Alicji w drzwiach, a jej twarz natychmiast wykrzywiła się ze złości i zaskoczenia.

— Co ty tu robisz?! — jej głos był ostry, prawie piskliwy, oskarżycielski.

— Przecież miałaś być w delegacji!

Oleg mówił, że wyjechałaś!

Alicja powoli, bardzo powoli wypuściła powietrze.

Czyli wiedziała.

Wiedziała dokładnie, kiedy Alicji nie będzie.

I specjalnie wybrała ten moment.

— To jest mój dom, — powiedziała spokojnie, starając się utrzymać równy ton.

— To ja powinnam zapytać, co pani tu robi bez mojego pozwolenia.

— Twój dom? — teściowa z hukiem odstawiła kubek na najbliższą półkę, skrzyżowała ręce na piersi i wysunęła brodę.

— Zapomniałaś, że Oleg jest twoim mężem?

A więc to wspólna własność.

Majątek wspólny!

I ja mam pełne prawo tu przebywać!

Jesteś prawnie nieukształcona!

— Mam dokumenty, które mówią zupełnie co innego, — Alicja nie podniosła głosu, choć miała ochotę krzyczeć.

— Ten dom kupiłam i zbudowałam przed ślubem.

Za własne pieniądze.

Jest mój.

Tylko mój.

Nie ma nic wspólnego z majątkiem wspólnym.

Galina Iwanowna zrobiła krok do przodu, ramiona jej się spięły, oczy zwęziły.

— Wynoś się stąd natychmiast! — krzyknęła, machając rękami.

— Nie masz prawa tu wpadać bez uprzedzenia!

Zaraz zadzwonię po policję!

Naruszasz granice prywatnej własności!