Znalazłem ją pogrzebaną na głębokości sześciu metrów, trzymającą misi

Nazywamy to „Pustką”. To ciężka, dusząca cisza, w której jeszcze niedawno żyła, śmiała się i spała setka ludzi.

— Mark, bierz psa! — krzyknął mój kapitan, Henderson, przekrzykując ryk generatora diesla.

Starł sadzę z czoła, jego oczy wodząc po poszarpanej linii gruzowiska.

Chwyciłem smycz. Mój partner to belgijski malinois o imieniu Rook.

Ma nos, który wyczuje kroplę potu w basenie, oraz serce większe niż większość ludzi, których znam.

Rook już piszczał, jego uszy były przyciśnięte do czaszki. On też to czuł.