Znalazłem ją pogrzebaną na głębokości sześciu metrów, trzymającą misi
— Bo — powiedziała, wpatrując się w ciemność, przez którą właśnie się przeczołgałem — on mówi, że zły pan, który przewrócił budynek, wraca.
Zimno przeszyło mnie jak nóż. Nie z powodu betonu. Przestałem się ruszać.
— Lily, to było trzęsienie ziemi — powiedziałem spokojnie. — Ziemia się zatrzęsła. Nikt tego nie zrobił.
— Nie — powiedziała drżącym, lecz absolutnie pewnym głosem. Podniosła misia w moją stronę.
— Pan Miś go widział. W piwnicy. Zanim zaczęło się trząść. On zostawił tam pudełka. Pudełka, które tykają.
Krew mi zamarła.
Jestem ratownikiem, nie policjantem. Ale wiem, jak brzmi bomba.
I wiem, że jeśli to nie było tylko trzęsienie ziemi… jeśli ktoś celowo uderzył w ten budynek…
Nagle radio zapiszczało. Henderson. Jego głos nie brzmiał spokojnie.
„Mark! Wynoś się stamtąd! Teraz!”
„Mam ofiarę, Kap! Potrzebuję pięciu minut, żeby ją ustabilizować!”
„Nie! Mark, słuchaj mnie! Czujniki… nie wyłapują wstrząsów wtórnych.
Wyłapują wtórny ślad termiczny w piwnicy, dokładnie pod tobą.
Rura gazowa nie pękła przypadkowo. Została przecięta. I jest tam coś jeszcze.
Oddział pirotechniczny właśnie oznaczył wzór gruzu. To nie był trzęsienie ziemi, Mark. To było naruszenie konstrukcji.”
Spojrzałem na Lily. Spojrzałem na misia.
„Pan Miś mówi, że jest tutaj” — wyszeptała Lily, patrząc w ciemność za mną.