Chciałem się uśmiechnąć, ale nie zrobiłem tego. Prawda była prosta: miesiące przed śmiercią Gheorghe’a zmieniłem akty własności domu. Przepisałem je na swoje nazwisko i zostawiłem u wiejskiego notariusza. Gheorghe zawsze był ostrożny.
„Niektórych rzeczy nie da się ukraść” – powiedziałem mu cicho. „Ani słowami, ani fałszywymi dokumentami. Ten dom nie został zbudowany ze ścian, ale z miłości”.
Spuściła wzrok ze wstydem, ale nic nie powiedziała. Następnego dnia zabrała te kilka rzeczy, które jej zostały, i odeszła. Nie zostawiła za sobą nawet spojrzenia.
Zostałem sam pośród gruzów, ale moje serce było lżejsze niż kiedykolwiek. Z pomocą sąsiadów zacząłem go odbudowywać. Kawałek po kawałku, deska po desce.