Chciałam jej powiedzieć, że to już nie jej dom, ale milczałam. Zamiast cokolwiek powiedzieć, wzięłam wiadro ze studni i zaczęłam wylewać wodę na werandę. Sąsiedzi zobaczyli dym i pospiesznie przybiegli. Po kilku minutach przyjechała straż pożarna.
Kiedy ogień zgasł, pozostały tylko zadymione ściany i kilka czarnych belek. Tania siedziała na ziemi, płacząc, z posklejanymi włosami i makijażem spływającym po policzkach.
„Wszystko przepadło…” mruknęła między szlochami. „Wszystko, co miałam…”
Spojrzałem na nią bez nienawiści. Być może po raz pierwszy zobaczyłem w jej oczach nie arogancję, a strach. Spojrzała na mnie.
„Nie wiedziałam, że ten papier z twoim podpisem to tylko kopia… Myślałam, że mam oryginały”.