Kobieta zbliżała się powoli, ciągnąc wózek po polnej drodze. Widać było, że się waha, że nie wie, czy powiedzieć wszystko, czy go oszczędzić. Grigore poczuł, jak zapiera mu dech w piersiach, jakby cały świat zawisł na jej odpowiedzi.
„Nastazja… już tu nie mieszka” – wyszeptała kobieta, odwracając wzrok. „Wyjechała po porodzie”.
Uderzenie w brzuch zabolałoby mniej. Grigore poczuł, że się chwieje, ale kobieta wyciągnęła rękę, podtrzymując go.
„A dziecko? Gdzie jest dziecko?” – zapytał drżącym głosem.
Kobieta dyskretnie uniosła róg kocyka z wózka. Mały chłopiec o dużych, niebieskich oczach, takich jak jego własne, spał spokojnie, z zaciśniętymi pięściami.