¡Wynoś się stąd! —krzyknęła moja teściowa w moim własnym domu. Ale nie spodziewałem się, że to ona będzie musiała wyjść pierwsza.
Mówiła cicho, ale każde słowo przecinało milczenie.
—Więc to ty się wynosisz. Natychmiast.
Galina Petróvna drżała, przeglądając dokumenty. Jej twarz stała się szara.
—Andréi! —krzyknęła—. Andréi, przyjdź tutaj natychmiast!
—Andréi jest w pracy. A gdy wróci, porozmawiamy o tym z nim.
—Ty… ty niszczysz rodzinę! Stawiasz mojego syna przeciwko mnie!
—Chronię moją rodzinę przed osobą, która od trzech lat uważa, że nasz dom jest jej terytorium.
Galina Petróvna krążyła po niebieskim pokoju —pomniku jej „opieki”.
—Andréi mnie nie opuści! Jestem jego matką!
—A ja jestem jego żoną. I matką jego dziecka. —Lena wstała i podeszła do okna—. Zobaczymy, kogo wybierze.
—Kim ty jesteś?!
—Nikt. Po prostu w końcu zrozumiałam, że milczenie jest interpretowane jako zgoda.
Lena odwróciła się w stronę teściowej.
—Trzy lata myśląc: wytrzymam, przyzwyczai się. Ale ty się nie przyzwyczajasz —ty zdobywasz.
—Ja chciałam najlepiej!
—Ty chciałaś władzy. I zdobywałaś ją, podczas gdy ja milczałam.
Andréi wrócił godzinę później. Galina Petróvna siedziała w kuchni z czerwonymi oczami, Lena — w salonie z dokumentami w ręku.
—Co to za cyrk? —patrzył na nie zdumiony, raz na matkę, raz na żonę.
—Twoja żona oszalała! —zawołała teściowa—. Wyrzuca mnie! Grozi mi!
—Lena?
—Wyjaśniłam mu, kto jest właścicielem tego domu —powiedziała Lena spokojnie—. Ustaliłam granice.
—Jakie granice?