¡Wynoś się stąd! —krzyknęła moja teściowa w moim własnym domu. Ale nie spodziewałem się, że to ona będzie musiała wyjść pierwsza.

—Po co go denerwować? Mężczyźni nie rozumieją się na designie —teściowa już zaczynała wyciągać zabawki z pokoju—. To sprawa kobiet.

Ciekawe —kiedy chodziło o pieniądze na remont, wtedy to był wyłącznie męski temat.

Lena poszła do kuchni. Słyszała dźwięki obcego remontu w swoim własnym domu i głaskała brzuch. Dziecko poruszało się niespokojnie.

—Gęstsza farba! Nie widzisz, że żółta prześwituje? —rozkazywała Galina Petróvna z pokoju.

Wieczorem pokój był już niebieski. Zimny. Dziwny.

—No i co? —teściowa podziwiała efekt—. Teraz widać, że tu będzie dorastał mały mężczyzna.

Lena stała w drzwiach, nie rozpoznając pokoju, który z taką miłością przygotowała.

Tydzień później teściowa przyszła z zasłonami — ciemnoniebieskimi, w paski.

—Króliczki się nie nadają. Dziecku potrzebne jest poważne otoczenie.

Już ściągała stare zasłony — te same, które ona i Andréi kupili w dniu, kiedy dowiedzieli się o ciąży.

—Ale to nowe…

—Nowe nie znaczy lepsze.

Coś pękło w środku. Cicho, ale zdecydowanie.

—Proszę przestać.

—Co?

—Zostaw te zasłony. Natychmiast.

Galina Petróvna powoli odwróciła się z zasłonami w ręku.

—Oszalałaś?

—To mój dom. I to jest pokój mojego syna.

Teściowa spojrzała na nią, jakby Lena nagle zaczęła mówić w suahili.

—Jak to twój dom? To dom mojego syna!…

—Twój syn jest zameldowany tutaj. Ale właścicielem domu jestem ja.

—Jak możesz?! —Galina Petróvna zbledła, zasłony wypadły jej z rąk—. Robię wszystko dla was, myślę o moim wnuku!

—Myśli tylko o sobie. O tym, jak wszystko zrobić po swojemu.

Lena podeszła do szafy, wyciągnęła teczkę z dokumentami. Jej ręce były spokojne —zaskakująco spokojne.

—Wynoś się stąd! —teściowa zaczęła krzyczeć—. To dom mojego syna, mam do tego prawo…!

—Nie. —Lena położyła kontrakt na komodzie—. Oto dokumenty. Mieszkanie zostało kupione za moje pieniądze przed ślubem.