Zakryłam usta dłonią.
„Mamo, to ten samochód…” powiedział cicho Paul.
Relacja trwała dalej. Mężczyzna i kobieta siedzieli na szpitalnym łóżku, trzymając się za ręce. Ich twarze były blade, ale uśmiechali się.
— Gdyby ta pani się nie zatrzymała… Nie wiem, czy nadal byśmy tu byli — mówił mężczyzna drżącym głosem. Moja żona jest rozdzierająca. Zimno i stres by nas powaliły.
Wtedy padło zdanie, które zaparło mi dech w piersiach.
— Para składa się z profesorów uniwersyteckich Iona i Eleny Marinescu, znanych z programu charytatywnego, w ramach którego wspierali setki potrzebujących rodzin w Rumunii.
Moja mama płakała przez telefon.