— To twoje święto — to ty przyjmuj gości i ich ugaszczaj — żona zostaw

— Lena! — ryknął z salonu. — Dlaczego jeszcze nie jest posprzątane? Goście za trzy dni!

Żona pojawiła się w drzwiach ze ścierką w ręku. Zawsze zjawiała się szybko, jakby czekała na kolejne wezwanie.

— Walera, właśnie skończyłam w kuchni. Zaraz wezmę się za salon.

— Zaraz, zaraz… — przedrzeźniał ją. — Zawsze to twoje „zaraz”. Trzeba było zacząć wczoraj! Moje urodziny to nie jest zwykłe rodzinne spotkanie, rozumiesz? Przyjdą koledzy z pracy, może przełożeni. Nie mogę sobie pozwolić, żeby wypaść źle.

Lena skinęła głową i wróciła do sprzątania. Dawno nauczyła się nie odpowiadać, kiedy mąż był w takim nastroju. Kłótnie tylko go podjudzały, zamieniając drobne niezadowolenie w prawdziwą awanturę.