— To twoje święto — to ty przyjmuj gości i ich ugaszczaj — żona zostawiła krzykliwego męża przy pustym stole

Walerij Pietrowicz uważał się za człowieka, który wszystko trzyma pod kontrolą. W pracy — kierownik działu, w domu — głowa rodziny, w życiu — pan własnego losu. Był przyzwyczajony, że wszystko idzie według jego planu, a kiedy coś wypadało z harmonogramu, jego głos wypełniał mieszkanie jak syrena karetki.