To nie jest hotel „all inclusive”! — wybuchłam, kiedy teściowa bez pyt

— A ja jestem twoją żoną! — krzyknęła Marina. — Czy to nic nie znaczy?

— Znaczy, ale…

— Żadnych „ale”! — Marina poczuła, jak napływają łzy wściekłości. — Albo jesteś moją rodziną, albo jej. Wybieraj!

Dmitrij stał z opuszczoną głową. Galina Siergiejewna podeszła do syna i położyła mu rękę na ramieniu:

— Dimulku, nie słuchaj jej. To histeria, przejdzie.

— Przejdzie, — uśmiechnęła się gorzko Marina przez łzy. — Tak jak przechodziło przez te wszystkie lata, kiedy milczałam, znosiłam, ustępowałam. Ale teraz nie przejdzie. Dość.

Marina odwróciła się i ruszyła do wyjścia z kuchni. W progu zatrzymała się i obejrzała:

— To nie jest hotel „all inclusive”! — krzyknęła, patrząc na zamarłą grupę. — To mój dom! I jeśli tego nie szanujecie — wynocha!

Wyszła z kuchni, trzaskając drzwiami. Poszła do sypialni i zamknęła się. Położyła się na łóżku i dała upust łzom. Płakała długo, do wyczerpania, aż do bólu głowy.

Po godzinie ktoś zapukał. Dmitrij wszedł i usiadł na brzegu łóżka:

— Marina, pojechali.

Marina otarła twarz i spojrzała na męża:

— Wszyscy?

— Wszyscy, — kiwnął Dmitrij. — Mama bardzo się obraziła. Powiedziała, że jesteś niewdzięczna, że nie cenisz rodziny.

— Niech mówi, co chce, — Marina usiadła. — Wszystko mi jedno.