To nie jest hotel „all inclusive”! — wybuchłam, kiedy teściowa bez pyt
Ale zamiast tego leżała i patrzyła w sufit. Myślała, jak do tego doszło. Kiedy dokładnie straciła kontrolę nad własnym życiem? Kiedy pozwoliła teściowej rządzić mieszkaniem, a mężowi ignorować jej zdanie?
Następnego dnia sytuacja się nie poprawiła. Marina wstała wcześnie i szykowała się do pracy. W łazience natknęła się na Anatolija, który zajmował ją już od pół godziny. Musiała czekać w korytarzu, nerwowo zerkając na zegarek.
Śniadanie przygotowała dla wszystkich — Galina Siergiejewna zażądała blinów. Marina smażyła je, stojąc przy kuchence, podczas gdy goście niespiesznie pili kawę w salonie. Dmitrij wyjechał wcześniej do pracy, tłumacząc się pilnym zebraniem.
— Marino, a bliniki można ze śmietaną? — zawołała z salonu ciotka Walentyna.
— Śmietana jest w lodówce, — odpowiedziała Marina, przewracając kolejnego blina.
— Przynieś, proszę, — poprosiła Walentyna.
Marina wytarła ręce, wyjęła z lodówki śmietanę i zaniosła do salonu. Wróciła do kuchenki — blin się przypalił. Wyrzuciła go i nalała nową porcję ciasta.
Tak minął poranek — gotowanie, sprzątanie, spełnianie próśb gości. Marina spóźniła się do pracy dwadzieścia minut i dostała uwagę od szefa. Dzień minął w awaryjnym trybie; musiała zostać dłużej, żeby nadrobić zaległości.
Wróciła do domu po dziewiątej wieczorem. Otworzyła drzwi — z kuchni dochodziły głosy i śmiech. Weszła: przy stole siedzieli Galina Siergiejewna, Anatolij, Walentyna i Dmitrij. Przed nimi stały puste talerze i kubki z herbatą.
— A, Marina przyszła, — teściowa spojrzała na synową. — Już zjedliśmy, przepraszam. Nie czekaliśmy, bo i tak się spóźniasz.
— Rozumiem, — Marina podeszła do lodówki i wyjęła resztki wczorajszej zupy.
— Marino, a jutro na kolację co zrobisz? — zapytała Galina Siergiejewna. — Może zapiekankę? Tola lubi mięsną zapiekankę.
Marina zastygła, trzymając pojemnik z zupą. Powoli odwróciła się do teściowej:
— Galino Siergiejewno, jutro zostaję dłużej w pracy. Możliwe, że wrócę dopiero o dziewiątej.
— To przygotuj wcześniej, — wzruszyła ramionami teściowa. — Rano wstaniesz wcześniej i zrobisz.
— Rano odprowadzam dzieci do szkoły, — Marina poczuła, jak zaciskają jej się szczęki. — Robię śniadanie, szykuję je, odprowadzam.