Tato, mama krzyczy za drzwiami. Czy ją coś boli?

Ojciec krążył z kąta w kąt pokoju hotelowego do kąta. Czuł się, jakby wariował. Bycie setki kilometrów stąd, kiedy rodzina cię potrzebowała… to był koszmar.

Po około dziesięciu minutach rozległo się głośne pukanie do drzwi.

„Policja! Otwieraj!”

„Tato, jestem!”

„Otwórz, dzieciaku. To oni.”

Słychać było męskie głosy, ciężkie kroki, drzwi sypialni otworzyły się na oścież.

Huk.

Kolejny.

Potem drewno się ugięło.

Przez kilka sekund panowała cisza.

Cisza, która zaparła mu dech w piersiach.

A potem… płacz.

Cichy płacz. Nowy.