Tato, mama krzyczy za drzwiami. Czy ją coś boli?
I znowu to usłyszał.
To nie była kłótnia. To nie był męski głos. Nikt nie mógł odpowiedzieć.
To był krzyk bólu. Długi. Przerywany.
A potem krótki jęk.
Ojciec poczuł, jak krew w żyłach mu gęstnieje.
„Cătălin, posłuchaj mnie. Idź do drzwi wejściowych. Zamknij je. Załóż łańcuch. I zabierz klucz ze sobą”.
„Dobrze…”
Słychać było ciche, pospieszne kroki.
„Teraz stań przy drzwiach i czekaj na policję. Nie otwieraj nikomu, chyba że powiem ci przez telefon, że to oni. Rozumiesz?”
„Tak, tato.”
Minuty stawały się ciężkie jak ołów.