Prawda jest taka, że od dawna niczego nie planowałam. Nie zarywałam nocy, myśląc o zemście. Moje nowe życie było zbyt pełne, by pozwolić sobie na nienawiść. Ale kilka dni przed ślubem zadzwonił do mnie wspólny znajomy i niechcący opowiedział mi o szczegółach.
Droga restauracja na obrzeżach Bukaresztu. Muzyka na żywo. Ponad setka gości. Toasty, życzenia, szerokie uśmiechy.
Wtedy właśnie wpadłam na pomysł.
Prosto. Czysto. Bez urazy. Bez kłamstw.
W poranek ślubu otworzyłam laptopa w małej kawiarni w moim nowym mieście. Napisałam spokojnie, bez emocji, jakbym wypełniała formularz.