Zamówiłam dwie rzeczy z dostawą.
Pierwsza: duży bukiet eleganckich białych kwiatów, dokładnie takich, jakie pary młode stawiają przy stole. W załączniku – liścik.
„Kamienny dom. Mam nadzieję, że przetrwa dłużej niż wierność”.
Druga: gruba koperta, dostarczona osobno, bezpośrednio na nazwisko panny młodej.
W kopercie znajdowały się kopie wiadomości. Ich rozmowa. Data. Godziny. Wszystko. Żadnych komentarzy. Żadnych wyjaśnień. Tylko prawda, taka, jaka była.
Zapłaciłam, zamknęłam laptopa i spokojnie wypiłam kawę.
Wieczorem kontynuowałam swoje życie. Poszłam na spacer, zjadłam coś prostego, poszłam wcześnie spać. Bez emocji. Bez guli w gardle.
O północy mój telefon zaczął wibrować.
Jeden telefon. Potem kolejny. Potem dziesiątki.
Nie odebrałam.