Tego wieczoru Zoe usiadła przy stole i się roześmiała. Po raz pierwszy nie rozglądając się ze strachem.
— Tato… Naprawdę nie jestem sama, prawda? — zapytała.
Andriej uklęknął obok niej i wziął ją w ramiona.
— Nigdy. Dopóki żyję, nigdy więcej nie staniesz sama przed nikim.
W kolejnych miesiącach Zoe zaczęła się częściej uśmiechać. Mówić. Wierzyć.
Bo czasami wszystko, czego dziecko potrzebuje, żeby się uleczyć… to dorosły, który pojawi się w porę i powie jasno:
„Dość”.