„Nie jesteś ślepy – twoja żona dodaje ci coś do jedzenia…”

Weronika podawała mu tę substancję od ponad roku. W każdej zupie. W każdej herbacie. W każdym sosie. Powód? Bogactwo. Rachunki. Domy. Wszystko, co było na jego nazwisko, ale kontrolowane przez nią „dla jego dobra”.

Kiedy Eduard przez kilka dni odmawiał jedzenia, wpadła w panikę. A kiedy zaczęła lepiej widzieć, jej histeria zdradziła wszystko.

Wieczorem, gdy wróciła do domu, zastała policję pod drzwiami.

Eduard nie podniósł głosu. Nie robił zamieszania. Wszystko mówił spokojnie, z dowodami. Słoik. Badania. Wiadomości znalezione w jej telefonie, w których rozmawiała z notariuszem o jego niezdolności do pracy.

Weronika upadła na kolana i płakała. Ale było już za późno.

Kilka miesięcy później Eduard znów spacerował po parku. Sam. Widział drzewa, morze, niebo. Wszystko.

Na ławce zauważył małą postać w wyblakłej fioletowej bluzie.