„Nie jesteś ślepy – twoja żona dodaje ci coś do jedzenia…”

To nie choroba go oślepiała. To ktoś.

Tej nocy nie spał. Siedział na kanapie, zgasił światło, nasłuchując kroków Weroniki po domu. Słyszał, jak otwiera szuflady, przesuwa butelki, nerwowo wzdycha. W pewnym momencie poszedł do kuchni i otworzył górną szafkę. Eduard wiedział, co tam jest. On też ją otwierał wcześniej.

Mały słoiczek bez etykiety, ukryty za pudełkami po herbacie.

Rano, gdy Weronika poszła „na targ”, Eduard zadzwonił do starego przyjaciela, aptekarza. Pokazał mu słoiczek. Twarz mężczyzny zbladła.

— To nie lekarstwo — powiedział jej powoli. — To substancja, która przyjmowana codziennie niszczy wzrok. Stopniowo. Bez wyraźnych śladów.

Eduard poczuł, jak drżą mu ręce.

Wtedy prawda nadeszła jak fala.