Głos z telefonu
Na pogrzebie mojego męża jego matka wstała i powiedziała, chłodno prostując plecy:
— Przynajmniej zmarł, zanim dalej musiał żyć w hańbie, którą przyniosła naszej rodzinie.
Krewni skinęli głowami ze zrozumieniem.
Wtedy mój ośmioletni syn wstał, mocno ściskając w dłoniach telefon ojca.
— Babciu — powiedział donośnie — pokazać wszystkim, co tata mówił o tobie w zeszłym tygodniu?
Twarz Verony, mojej teściowej, zbielała.
Zaledwie pięć minut temu stałam przy drzwiach sali pogrzebowej, próbując powstrzymać drżenie.
Mam na imię Shelby. Pięć dni temu mój mąż, Damon, zginął — jego samochód rozbił pijany kierowca.
Miał trzydzieści sześć lat.