Victor westchnął.
— Bo tak właśnie znajdują dzieci, które nie proszą o pomoc. Te, które uciekają. Te, które się chowają. Takie jak ty.
Słowa zabrzmiały ciężko.
Andriej nie mógł już dłużej panować nad sobą. Cały strach, cała presja, wszystkie nieprzespane noce wypłynęły w bezgłośnym płaczu.
Victor położył mu dłoń na ramieniu.
— Od dziś nie jesteś już sam. Ale musisz być odważny w inny sposób. Przyjąć pomoc.
Tej nocy spali w czystym łóżku.
Z białą pościelą.
Z pełnymi żołądkami.
Rano, po raz pierwszy od dwóch lat, nie obudzili się przestraszeni.
Nastąpiły miesiące pracy, szkoły i terapii. Andriej znalazł pracę na pół etatu w warsztacie samochodowym. Maria wygrała konkurs rysunkowy. Ionuț znów zaczął się uśmiechać.
I pewnego dnia, w drzwiach ośrodka, pojawił się Vasile.
Słaby. Drżący. Przebudzony.