Moje rodzeństwo i ja uciekliśmy od naszego ojca alkoholika i skończyliśmy głodując na ulicy
I coś się zmieniło.
Jego wzrok nie był spojrzeniem żebraka. Był spokojny. Spokojny. Pewnie.
— Ostatni raz ci to mówię.
Nie zdążył dokończyć zdania. Po kilku sekundach wszystko potoczyło się błyskawicznie. Kij uderzył w dłoń z nożem. Ostrze upadło na asfalt. Krótki, precyzyjny ruch. Łokieć w brzuch. Kolano na ziemię. Pozostali dwaj cofnęli się, przeklinając i przestraszeni.
Nie zajęło to więcej niż pół minuty.
Uciekli we trójkę.
Deszcz nadal padał, ale Andriej czuł, że znów może oddychać.
Mężczyzna odwrócił się do nich.