Lopez położył dłoń na kaburze pistoletu, nie z nieufności do dziecka, ale dlatego, że policyjny instynkt podpowiadał mu, że dzieje się coś bardzo złego. Kiedy drzwi się otworzyły, jego wzrok spotkał się z dużymi, pełnymi bólu oczami małej Liliany. Jej policzki były blade, a spuchnięty brzuch był wyraźnie widoczny pod cienką, wzorzystą koszulką.
W domu unosił się zapach zepsutego jedzenia i wilgoci. Na stole stały dwa nieumyte talerze, a na kanapie, z zamkniętymi oczami, ciężko oddychała chuda kobieta. Była matką dziewczynki.
„Proszę pani, jestem oficer Lopez. Przyszedłem pani pomóc” – powiedział delikatnie, schylając się do jej poziomu.