Kobieta, którą wygnałem na zimno

W kolejne dni dom był pusty. Matka już się nie odzywała, dziecko płakało za matką w nocy, a ja nienawidziłem siebie. Szukałem jej wszędzie: u krewnych, u znajomych, na dworcu. Nikt nic nie wiedział.

Po dwóch tygodniach dostałem list. Był krótki, ale jak kara:

„Nie nienawidzę cię, Ionie. Rozumiem cię. Tak cię wychowano – w wierze, że kobieta powinna milczeć. Ale milczenie przeradza się w rozłąkę. Opiekuj się naszym dzieckiem i naucz je inaczej. Niech nigdy nie pomyśli, że miłość oznacza władzę”.

Czytałam to dziesiątki razy. Potem poszłam do mamy i wręczyłam jej list. — Mamo, od dziś nie chcę już synowej. Chcę szczęśliwej kobiety u boku.