Kiedy zatrzasnęłam za nią drzwi, pomyślałam, że ją tylko odstraszam. Że wróci za pięć minut, płacząc i błagając, żebym ją wpuściła. Ale nie weszła.
Po chwili wyszłam na podwórko. Schowek był prawie pusty – tylko zmięty koc, przewrócona szklanka i zabawka dla chłopca na podłodze. W powietrzu unosił się zapach chłodu i wstydu.
Kilka razy zawołałam ją, ale jedyną odpowiedzią był wiatr. Brama była uchylona, a ślady na śniegu prowadziły do drogi.