Kobieta, którą wygnałem na zimno

— Mamo, gdzie jest Ana? — zapytałam. — Pewnie poszła do rodziców — odpowiedziała chłodno. Chude kobiety nie żyją wiecznie.

Ścisnęło mnie w gardle. Ana nie miała pieniędzy, telefonu ani grubego płaszcza. Pobiegłam za śladami na śniegu, czując, jak ściska mi się serce.

Po około dwóch kilometrach ją zauważyłam. Szła powoli, tuląc dziecko do piersi, z moim starym płaszczem zarzuconym na ramiona. Jej policzki były zaczerwienione od zimna, a oczy puste od łez. Kiedy mnie zobaczyła, nic nie powiedziała.

Zatrzymałem się przed nią, zagubiony. — Ana… chodź do domu. Nie wiedziałem, co robić. Proszę.

Zatrzymała się na chwilę, a potem powiedziała cicho: — Ionie, kiedy mężczyzna wygania swoją kobietę nocą, nie chodzi już o kłótnię. Chodzi o szacunek. A tego, raz straconego, nie da się naprawić.

Szła dalej, cichym krokiem. Zostałem tam, w śniegu, nie mogąc oddychać.