Jego czarny smoking, nieskazitelna biała kamizelka i zadowolony z siebie uśmiech sprawiały, że był nieuniknionym centrum uwagi.
Na skraju, między tacami i dyskretnymi ruchami, stała ona. Lucía Morales, w czarnym uniformie z białym fartuchem, włosy związane w niski koczek, który uwydatniał delikatność jej twarzy.
Nie miała biżuterii ani ozdób – tylko ciszę kobiety, która nauczyła się być niewidzialna w obliczu cudzej przesady. Goście szeptali ciekawsko, gdy Javier podniósł głos.
„Panie i panowie,” powiedział, delikatnie stukając srebrną łyżką w kieliszek. „Dziś wieczorem chcę przeprowadzić mały eksperyment.” Niektórzy się roześmiali, inni z zapartym tchem czekali.