„Jeśli zatańczysz ze mną tego tanga, poślubię cię” – milioner się wyśm

Jego czarny smoking, nieskazitelna biała kamizelka i zadowolony z siebie uśmiech sprawiały, że był nieuniknionym centrum uwagi.

Na skraju, między tacami i dyskretnymi ruchami, stała ona. Lucía Morales, w czarnym uniformie z białym fartuchem, włosy związane w niski koczek, który uwydatniał delikatność jej twarzy.

Nie miała biżuterii ani ozdób – tylko ciszę kobiety, która nauczyła się być niewidzialna w obliczu cudzej przesady. Goście szeptali ciekawsko, gdy Javier podniósł głos.

„Panie i panowie,” powiedział, delikatnie stukając srebrną łyżką w kieliszek. „Dziś wieczorem chcę przeprowadzić mały eksperyment.” Niektórzy się roześmiali, inni z zapartym tchem czekali.

Javier podszedł do Lucíi, która trzymała tacę pełną kieliszków obiema rękami. Jego kroki odbijały się echem od marmuru, a gdy stanął przed nią, teatralnie wyciągnął rękę.

Lucía wypowiedziała jego imię jak egzotyczną grę. „Jeśli zatańczysz ze mną tego tanga, poślubię cię tu, na oczach wszystkich.” Sala eksplodowała śmiechem.

Niektórzy goście udawali zszokowanych, zasłaniając usta, inni szeptali okrutne komentarze. Orkiestra ucichła na chwilę, jakby również czekała na jej reakcję.

Lucía poczuła, jak taca drży w jej rękach. Gorąco wzniosło się na jej twarz, ale nie spuściła wzroku. Jej oczy spotkały jego, a choć szyderstwo chciało ją upokorzyć, w tym spojrzeniu była coś innego – cicha siła, której nikt obecny nie potrafił odczytać.