— Jeśli ja i moi rodzice, którzy dali ci firmę i samochód, jesteśmy dl

Nie zdjął butów, pozostawiając smugę brudu na jasnej podłodze, i zaczął chodzić w kółko po salonie jak zwierzę w ciasnej klatce.

Jego ręce żyły własnym życiem, unosząc się ku sufitowi lub przecinając powietrze z impetem, podkreślając każde słowo.

— Nie mogę tak żyć! Nie jestem chłopcem na posyłki! Twój ojciec znów miesza się w interesy.

Dzwonił dziś trzy razy! Trzy! Pytał, dlaczego nie zatwierdziłem budżetu dla wykonawcy Ivanova.

Bo to ja myślę! Ja, nie on! To mój biznes, do diabła! Mój!