Śmiech.
Szeptana piosenka.
Ciepła dłoń.
— Mamo? — powiedział, po raz pierwszy w życiu ze znaczeniem.
Elena wybuchnęła płaczem i przytuliła go do piersi, tak jak śniła każdej nocy od dwudziestu lat.
Nie miało znaczenia, że miał prawie trzydzieści lat. Dla niej wciąż był trzyletnim dzieckiem, zagubionym w tłumie.
Testy DNA kilka tygodni później potwierdziły to, co ich serca już wiedziały.
Andriej Dumitrescu nie był tylko dziedzicem imperium.
Był Mateiem Popą.
Synem kobiety, która nigdy nie przestała go szukać.
Willa w Snagov nie była już zimna.