Aby przeżyć, poszła do pracy jako gosposia

Andriej stał nieruchomo.

— Co mówisz?

Elena podwinęła rękaw. Na przedramieniu miała mały, stary tatuaż, zatarty przez czas: „Matei — 2000”.

— Zgubiłem cię na jarmarku. Szukałem cię, aż straciłem mowę. Masz bliznę po słupku ogrodzeniowym przy stoisku z kukurydzą. Związałem ci rękę rogiem szalika.

Kamera zdawała się kręcić.

— Nie… to niemożliwe — mruknął.

— Proszę — powiedziała, podchodząc bliżej. — Spójrz na mnie. Przyjrzyj się uważnie.

I wtedy to się stało.

Nie tak jak w filmach, z dramatyczną muzyką.

Ale prosto.

Andriej patrzył na nią uważnie. Zmarszczki. Brązowe oczy. Sposób, w jaki przygryzała wargę, gdy była podekscytowana.

Fala wspomnień uderzyła go w pierś.