— Emily? — wykrztusił chrapliwym głosem. Zamarłam. Skąd ten człowiek znał moje imię? Mój mąż, Mark, zawsze powtarzał, że moja rodzina zginęła w wypadku, gdy byłam mała, i że on jest jedyną osobą, która naprawdę o mnie dba. Ufałam mu bezgranicznie przez ostatnie 10 lat.
Bezdomny, trzęsącymi się rękami, sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej poszarpanej kurtki. Wyciągnął stare, zalaminowane zdjęcie. Podszedł o krok, a ja, mimo strachu, nie uciekłam. Coś w jego spojrzeniu kazało mi zostać.