— Mamo, popatrz… — szepnął Noah, wskazując paluszkiem na mężczyznę siedzącą na kawałku brudnego kartonu. — Ten pan wygląda zupełnie jak ja. Dlaczego on żebrze na ulicy?
Spojrzałam w tamtą stronę i poczułam, jak żołądek wywraca mi się na drugą stronę. Pod ścianą siedział bezdomny. Miał potarganą brodę i brudne ubranie, ale jego twarz… To nie było zwykłe podobieństwo. To była starsza, zmęczona życiem wersja mojego syna. Ten sam kształt oczu, ten sam nos i – co najbardziej przerażające – identyczny dołek w brodzie.