Znalazłem ją pogrzebaną na głębokości sześciu metrów, trzymającą misi

Poczułem, jak jej mała głowa kiwa się przy mojej klatce piersiowej. Drżała, wysokoczęstotliwościowe wibracje jak u kolibra.

Przesunąłem ciało, ustawiając się między Lily a wejściem do tunelu.

Ręka powędrowała do pasa. Nie nosiłem broni — byłem ratownikiem, nie funkcjonariuszem SWAT.

Moje narzędzia służyły do ratowania życia, nie do jego odbierania.

Ale teraz ciężki stalowy pręt Halligana przy pasie wydawał się jedynym, co stało między nami a diabłem.

Kroki ustały. Promień światła przebił kurz. To nie był szeroki, oscylujący strumień lampy strażackiej.

To był wąski, skupiony promień taktyczny. Przeciął mrok, tańcząc po skręconych prętach zbrojeniowych i zmiażdżonych płytach kartonowo-gipsowych.

„Wiem, że tu jesteście” — echo niosło głos. Był stłumiony, prawdopodobnie przez maskę lub respirator. Spokojny.

Zbyt spokojny jak na strefę katastrofy. „Konstrukcja jest niestabilna, przyjacielu. Nie chcesz tu być, gdy reszta runie.”

Serce waliło mi w żebra. Henderson mówił, że czujniki wychwyciły ślad termiczny.

Ten facet nie był ocalałym. Był „czyścicielem”. Przyszedł skończyć robotę.

Ścisnąłem pręt Halligana, knykcie białe. Jeśli nas zobaczy, jesteśmy martwi.