„WĄŻ TATUSIA JEST NAPRAWDĘ DUŻY, BOLI!”
Przesunęła palcami po dokumentach emerytalnych. Jeszcze tylko trzy zmiany i wszystko stanie się oficjalne.
— Prawie koniec, Mike — szepnęła do oprawionego zdjęcia swojego zmarłego męża.
— Może wtedy pojadę nad morze, o czym zawsze marzyliśmy.
Drzwi wejściowe posterunku otworzyły się z hukiem. W progu stała dziewczynka, nie więcej niż siedmioletnia.
Jej blond włosy były splątane, ubranie zmięte, ale to oczy przykuły uwagę Maggie — szerokie, przestraszone, a jednak pełne determinacji.
Ściskała brzuch jedną ręką, jej knykcie były białe.
— Mogę ci jakoś pomóc, kochanie? — zawołał oficer Jenkins zza biurka.
Ale wzrok dziewczynki już utkwiony był w Maggie. Coś w tych oczach, desperacka nadzieja, sprawiło, że kobieta wstała z krzesła.
— Cześć, skarbie — powiedziała Maggie, klękając pomimo bolących kolan.
— Nazywam się sierżant Doyle. Jesteś tu sama?