Uciekając ku wolności: historia młodego chłopca, który znalazł siebie i szacunek w nowym życiu

— Masz gdzie dotrzeć, chłopcze?

Łzy napłynęły mi do oczu, ale je połknąłem.

— Tak… muszę tylko stąd wyjść.

Kupiła mi najtańszy bilet — osobowy pociąg, zimny wagon, bez miejsca rezerwowanego. Dla mnie był jednak bramą do wolności. W pociągu trzymałem plecak jak kamizelkę ratunkową i zamknąłem oczy. Nie miałem celu, ale miałem początek.

Kilka godzin później wysiadłem w małym, spokojnym miasteczku, gdzie ludzie nadal pozdrawiali się na ulicy. Spacerowałem bez celu, aż dotarłem do ośrodka dla młodzieży w trudnej sytuacji. Nie wiem, czy to był los, czy ostatnia iskra szczęścia, ale tam znalazłem pierwsze drzwi, które nie zatrzasnęły się przede mną.

Pracownica socjalna, pani Dorina, zabrała mnie do swojego biura i spojrzała mi w oczy bez pośpiechu. Dałem jej wszystkie dokumenty, nagrania, wszystko, co miała otrzymać prawniczka. Nie pytała, dlaczego uciekłem, tylko jak się czuję. Była pierwszą osobą, która kiedykolwiek mnie o to zapytała.