Przyjęłam swoich rodziców i siostrę w swoim domu, kiedy nie miały doką
Gdy jej rodzice i młodsza siostra, Stephanie, zostali eksmitowani z mieszkania w Phoenix sześć miesięcy wcześniej, Emily była pierwsza, która zaoferowała pomoc.
— Zostań ze mną, aż znów staniesz na nogi — powiedziała bez wahania. W końcu rodzina to rodzina.
Ale teraz, stojąc w cieniu balustrady, poczuła, jak żołądek jej się skręca.
Głos jej ojca, głęboki i pewny siebie, odbijał się od kafelkowej podłogi.
— Sprawimy, żeby myślała, że to jej pomysł — powiedział, a jego ton pełen był pewności siebie.
— Ona jest taka miękka — wtrąciła Stephanie, prawie się śmiejąc.
— Wystarczy, że trochę popłaczę, powiem jej, że boję się bezdomności, a ona podpisze akt na mnie. Tato, to zadziała.
Emily zamarła. Zaśmiał się nerwowo jej matki. — Jesteś pewna, że to słuszne? To jej dom.
— Oczywiście, że słuszne — warknął ojciec. — Jest singlem, bez dzieci, bez zobowiązań. I tak nie potrzebuje tak dużego domu.
Palce Emily zacisnęły się na ceramicznym kubku, aż bała się, że się roztrzaska.
Nie chodziło tu tylko o pożyczanie pieniędzy; planowali zabrać jedyną rzecz, o którą walczyła od dziewiętnastego roku życia — swój dom.