— Przestań się złośliwie odzywać! Nie przelejesz czterystu tysięcy —

Październikowe liście powoli wirowały za oknem, pokrywając podwórze żółtym dywanem.

Oksana nakrywała do stołu, przygotowując się do kolacji, gdy rozległ się ostry dzwonek do drzwi.

Roman wstał z kanapy i poszedł otworzyć, rzucając przez ramię:

— To pewnie Galina przyszła.

Matka męża pojawiała się ostatnio coraz częściej — zawsze z zaniepokojoną miną i jakąś prośbą.

Oksana zdążyła się już przyzwyczaić do takich niespodziewanych wizyt, choć wolałaby, żeby teściowa wcześniej dzwoniła.

W przedpokoju słychać było głosy, lecz rozmowa była krótka. Galina weszła do kuchni, ledwie się przywitawszy.