Po kłótni mąż zabrał swoje rzeczy i poszedł do teściowej, a po pięciu
— Niczego nie przesoliłam.
— A to co? — Sasha wskazał łyżką do garnka. — Morze Martwe?
Ira zacisnęła zęby. Trzydzieści lat to samo. Zawsze coś jej nie pasuje.
— Dodaj wody, jeśli jest za słone.
— Wody? — Sasha uderzył dłonią w stół. — A może w końcu nauczysz się gotować?
— Albo ty sam gotuj! — Słowa same wyszły.
Sasha zamarł. Nigdy tak nie odpowiadała.
— Co?
— Gotuj sam, jeśli ci się nie podoba. — Ira wyłączyła kuchenkę i odwróciła się do męża. — Mam dość twoich pretensji.
— Aha! — Sasha poczerwieniał. — To pretensje są moje? A kto siedzi w domu cały dzień? Kto nie przynosi pieniędzy do domu?
— Pracuję! Pracuję w szkole!
— Twoje grosze! — machnął ręką. — Na co je wystarcza?