— Ty to zacząłeś.
Zamilkł.
Po raz pierwszy nie byłam już kobietą, która „nie pracuje”.
Byłam wspólnikiem.
Właścicielem.
Podpis.
Na następnym spotkaniu jego propozycja była inna.
Zaoferował mi mieszkanie i znaczną sumę w lei za mój udział w firmie.
O wiele więcej, niż tydzień wcześniej uznałby za „uczciwe”.
Zgodziłam się.
Nie z zemsty.
Ale dlatego, że na to zasłużyłam.
Kiedy wyszłam z kancelarii notarialnej, powietrze zrobiło się lżejsze.