Po raz pierwszy widziałem, jak robi obliczenia w głowie, nie mając żadnych rezultatów.
Nie chodziło tylko o mieszkanie.
Chodziło o rachunki, inwestycje, zyski reinwestowane latami.
I było coś jeszcze.
Dom, w którym mieszkaliśmy, był na nasze oboje nazwiska.
A kredyt został spłacony głównie z dywidend firmy.
To znaczy… również ode mnie.
Milczał przez kilka dni.
Przestał mówić o pół na pół.
Pewnego wieczoru spróbował innego tonu.
— Możemy to załatwić między sobą. Bez skandalu.
Spojrzałam na niego spokojnie.