— Proszę pani… ja nie wiedziałem. Myślałem, że…
Ale Elżbieta już go nie słuchała. Patrzyła na wytatuowaną twarz, dotykając jej drżącymi palcami, jakby chciała pogłaskać policzek swojej dziewczynki.
— Gdzie jest pochowana? — zapytała przez łzy.
Skinął głową powoli.
— Na małym cmentarzu obok domu dziecka. Nie miała nikogo… więc byłem tam ja, tego dnia.
Następnego dnia Elżbieta pojechała sama do Tczewa. Droga była długa, ale jakby jej nie czuła. W torebce miała zdjęcie Zosi, świecę i biały kwiat.
Na miejscu pracownik ośrodka zaprowadził ją w cichy, zapomniany zakątek cmentarza. Mały drewniany krzyż, z ledwo czytelnym napisem:
„Zosia — 2005–2015”.