Osiem lat po zaginięciu córki matka rozpoznaje swoją twarz wytatuowaną na ramieniu mężczyzny

— Proszę pani… ja nie wiedziałem. Myślałem, że…

Ale Elżbieta już go nie słuchała. Patrzyła na wytatuowaną twarz, dotykając jej drżącymi palcami, jakby chciała pogłaskać policzek swojej dziewczynki.

— Gdzie jest pochowana? — zapytała przez łzy.

Skinął głową powoli.

— Na małym cmentarzu obok domu dziecka. Nie miała nikogo… więc byłem tam ja, tego dnia.

Następnego dnia Elżbieta pojechała sama do Tczewa. Droga była długa, ale jakby jej nie czuła. W torebce miała zdjęcie Zosi, świecę i biały kwiat.

Na miejscu pracownik ośrodka zaprowadził ją w cichy, zapomniany zakątek cmentarza. Mały drewniany krzyż, z ledwo czytelnym napisem:
„Zosia — 2005–2015”.